o. Willi Lambert SI pisząc o Ignacjańskim rachunku sumienia określa go modlitwą miłującej uwagi. To patrzenie na życie, co mi się przydarzyło z miłością, bo tylko w ten sposób otwiera się przed nami tajemnica naszego życia.

„W pierwszą rocznicę ślubu przyniósł jej jeszcze róże. W drugą był już w podróży służbowej. W trzecią – nie myślał o tym. W czwartą czekała na to, że obudzi ją pocałunkiem. W piątą przejęła inicjatywę i upiekła ciasto. W siódmą było pomiędzy nimi tyle obcości, że wydawało się, że lepiej będzie o tym nie myśleć. W dziesiątą sam o tym pomyślał, wie że dalej tak być nie może. W środku tygodnia bierze dzień urlopu i mówi do niej: „Słuchaj, znajdźmy dziś trochę czasu dla siebie”. Robi to, na co i ona, i on czekali już bardzo długo.

Wieczorem siedzą razem przy butelce wina. Potem biorą album ze zdjęciami i kartkują go tam i z powrotem. Zdjęcia z czasów, kiedy się poznali, z czasów naiwnego nie obciążonego niczym i niewypróbowanego szczęścia. Wyjazd nad morze. Zajazd na wsi, w którym powiedzieli sobie „tak”. A potem szpital, w którym odwiedzał ją po pracy. Mama i tata z wózkiem. Wycieczka z przyjaciółmi. Wspomnienia pięknych wspólnych przeżyć. Wzrasta atmosfera szczęścia, wdzięczności. Nie tyle wino, ile wspomnienie tak wielu sytuacji, w których im się powiodło, w których byli dla siebie dobrzy, sprawiają, że są jakby podchmieleni radością. „Dziękuję!” – mówią sobie słowami i bez słów.

Ale to nie wszystko, co mają sobie do powiedzenia. Wiedzą o tym dobrze. Nie chcą ukrywać przed sobą prawdy. I pojawiają się nie tylko obrazy harmonijnego współżycia, ale również wiele cienia: wymyślania, że on wraca tak późno z pracy do domu. Ciągły przytyk, że jego mama lepiej prasowała kołnierzyki. Wściekłe słowa, kiedy ona chciała wyjść wieczorem, a on odpocząć po pracy. Intymny związek ze starą znajomą w połączeniu z karnawałem. Niezbyt wiele zdjęć zostało z tego okresu. Był zbyt mroczny. Wiele spraw pozostało w ukryciu. To co tam nie jest ani jasne, miłe ani promienne. Lecz oboje pragną dalej iść wspólną drogą. Wiedzą, że muszą teraz, kiedy już prawie za późno, tak wiele wyrzucić z siebie niewypowiedzianego, przytłumionego tkwiące w związku niczym cierń. W atmosferze zaufania rodzi dar wzajemnej prawdomówności. Uświadamiają sobie, jak wiele życia i szczęścia ukryli przed sobą, żyjąc obok siebie zamiast ze sobą. Ofiarowują sobie dar pojednania i przebaczenia. Nowe i głębsze podziękowanie. Mogą znów swobodnie spojrzeć sobie w oczy. Chwile zawstydzenia i nadziei.

I jeszcze spojrzenie w przyszłość, na wspólne jutro: „ Słuchaj oby tak dalej, nie ulegajmy kryzysowi. Wykuwajmy dalej nasze szczęście – zobaczę, czy nie uda mi się zmienić pracy by być bliżej domu.” Nie będzie też jej porównywał z teściową, a ona nie będzie mu wypominać, że mimo dobrej matury zrobił raczej mierną karierę zawodową. Mówią to sobie otwarcie, mają nadzieję, że się uda. Otrzymali nowe siły na następne dni, lata. Są prawie weseli, przeszli przez dolinę razem i dzięki temu poczuli czym jest szczyt. Tego wieczoru w środku nocy zajaśniał dzień.”

Ta krótka historia obrazuje to, co Ignacy rozumiał przez rachunek sumienia. Na pierwszym miejscu najważniejszy jest związek. Spotkanie z kimś żywym, prawdziwie obecnym, pragnącym. Z kimś kto chce być przy mnie i chce do mnie mówić. W pierwszym momencie tak ważne jest odczucie, że Bóg jest przy mnie i jest dobry. Kocha mnie i zależy Mu tylko na tym spotkaniu, by być i patrzeć mi w oczy. Z tej atmosfery spontanicznie rodzi się pragnienia wypowiedzenia wszelkiego dobra, jakim obdarowaliśmy się wzajemnie. Widząc to dobro i miłość jest również świadomość, że nie wszystko w życiu jest tak piękne i błyszczące. Ale miłość uzdalnia do patrzenia otwartymi oczyma, bez uciekania od osobistych porażek i niedoskonałości powstałych wskutek grzechu. Miłość w oczach Boga napawa wstydem i pragnieniem odnowienia życia, skierowania go na inne drogi. U źródeł jest pragnienie możliwości przemiany, rodzi się nadzieja, na której rosną owoce ducha.